Moja prababcia była bardzo mądrą kobietą, a jednocześnie niesamowicie upartą i niezależną. Często opowiadała historie ze swojego życia, przekazując jednocześnie z każdą z nich jakiś morał.
Pewnego razu mocno zachorowała, a w domu kończyło się jedzenie. Postanowiła poprosić sąsiadkę, by kupiła jej ser, ale potem pomyślała – nie jestem aż tak głodna, czy potrzebuję tego wszystkiego? I zjadła kanapkę z masłem. Okazało się, że wcale nie była głodna. Nie musiała nawet pytać.
Prababcia opowiadała też, jak poprosiła tę samą sąsiadkę o przyniesienie mleka, nie mogła wtedy chodzić po zwichnięciu kostki. Sąsiadka oczywiście mleko przyniosła, ale następnego dnia, kiedy prababcia zjadła już kaszę z wodą. I też było dobrze, z masłem i łyżką dżemu.
Wciąż powtarzała, że nie trzeba rezygnować z niezależności nawet w drobiazgach, nie trzeba o nic prosić, jeśli to nic, bez czego nie potrafimy przetrwać.
Historia jeszcze z czasów szkolnych – koleżanka odrobiła pracę domową prababci, ale już kolejnego dnia wydała ją do nauczycielki. Wtedy zrozumiała: wszystko musi robić sama. I zaczęła żyć według tej zasady. Nie pożyczała od nikogo pieniędzy, tylko zawsze oszczędzała na czarną godzinę. Wiedziała, że może liczyć na swoich przyjaciół – pożyczyliby, tak jak i rodzina. Ale czy byliby zadowoleni, może mieli zaplanowane coś ważnego? Denerwowaliby się, czy zwróci pieniądze na czas, czy będą musieli jej przypominać…
I najważniejsza zasada prababci – od dzieci nie można niczego wymagać. Chyba, że jest to bardzo wyjątkowy, poważny przypadek. A jak jest się chorym albo jest komuś samotno, albo jeszcze jak ktoś jest zbyt leniwy, żeby iść do sklepu – trudno, trzeba radzić sobie samemu. Jeśli nie zostałeś zaproszony na wydarzenie rodzinne i wszyscy postanowili świętować bez ciebie – niech tak będzie.
Prababcia nie znosiła, gdy ktoś użalał się nad sobą. Wciąż powtarzała, bym w swoim dorosłym życiu nie myślała w ten sposób, że wychowałam syna i nie mam kogo posłać do sklepu po mleko. Albo, że jestem samotna i dzieci zbyt rzadko mnie odwiedzają.
Twierdziła, że te pretensje duszą i zabierają wszystkie ostatnie siły. Mówiła – dziękuj Bogu, że możesz radzić sobie sama, masz dwie ręce i nogi, jesteś niezależna. Nie czekaj na pieniądze czy uwagę innych ludzi. Będą chcieli, to przyjdą sami i będą zapraszać do siebie, a serce, które musi prosić o uwagę, nie czuje się dobrze.
Kochałam i wciąż kocham prababcię. Była wspaniałą, silną kobietą. Nie zgadzam się ze wszystkim, co mówiła, ale całkowicie szanuję jej poglądy.
Drodzy Czytelnicy, a jakie jest Wasze zdanie? Czy warto prosić innych o pomoc, czy lepiej budować swoją niezależność w każdej sytuacji?
