– Co mam z Tobą zrobić? Nie mogę Cię zabrać! – Kasia szepnęła do swojego nowo narodzonego syna
Małe palce ścisnęły dłoń dziewczyny. Mały synek przylgnął do matki z całych sił, jakby wyczuwał, że ta chce go oddać. Młoda mama głaskała go i próbowała zapamiętać ten niemowlęcy zapach na całe życie. Szalały w niej jakieś nowe uczucia, których nigdy wcześniej nie doświadczyła. Jej serce był rozdarte, bo znalazła się w beznadziejnej sytuacji.
Bardzo niechętnie oddawała swoje dziecko. Przed porodem była bardziej zdecydowana, ale teraz czuła jakąś nieprawdopodobną więź z tym maleństwem.
– Nie mogę Cię zabrać, ale nie będziesz sam, obiecuję – szepnęła do niego.
Łzy spływały po jej policzkach coraz mocniej. Miała ochotę na cały głos wykrzyczeć światu o swoim nieszczęściu.
Ojciec dziecka zostawił ją i kazał jej dokonać aborcji, ale nie odważyła się na ten krok. Na początku miała nadzieję, że wszystko się ułoży, a potem było już za późno na usunięcie ciąży.
– Nie zmieniłaś zdania? – Do pokoju weszła starsza pielęgniarka.
– Nie, już zdecydowałam.
Kasia odwróciłą się do okna, ukrywjąc swój żal.
– Czy naprawdę nie ma sposobu, abyś wychowała syna?
– Nie mam gdzie go zabrać, zostałam wyrzucona z akademika, bo nie pojawiłam się na sesji z powodu porodu. Z kolei moja mama ma pięcioro własnych dzieci, więc nie weźmie mnie do siebie.
– Nie zostawiaj dziecka.
– Nie mogę go zabrać.
Dziewczyna wybiegła ze szpitala położniczego. Ulewa zmyła jej łzy, wiatr wiał z taką siłą, że trudno jej było iść. Nawet pogoda obróciła się przeciwko niej. Cierpliwie ruszyła do przodu, ale w tym momencie poczuła się jak zdrajca, nie było w niej chęci do życia.
W łóżeczku leżał jej synek, zupełnie sam na świecie. Dziewczyna usprawiedliwiała swoje postępowanie, po czym nagle krzyknęła: „Cóż, czy to wina mojego dziecka?”
Wróciła do szpitala położniczego, wtargnęła do gabinetu lekarskiego i powiedziała:
– Chcę odzyskać mojego syna!