Miał nowy dom, nową żonę, nową wymyślną fryzurę. Podobało mu się w jego nowym życiu, w którym nie brakowało emocji, namiętności i Malediwów

Gdy się poznali, na studiach, zafascynowała go jej delikatność, łagodne szare oczy i cichy głos. Nazywał ją Haneczką, choć w dowodzie widniało pełne powagi imię Hanna. To było imię, które utkwiło mu w pamięci.

Szybko poprosił ją o rękę, a ona się zgodziła.

Żyło im się dobrze, mimo że prawie nic nie mieli. Spali na podłodze na materacu, jedli na co dzień makaron, a na specjalne okazje gotowanego kurczaka. Naprawdę nie mieli nic.

Żyli tak przez wiele lat.

Później urodziła im się trójka dzieci.

Oboje podróżowali. Choć tak naprawdę podróże były głównie jego pasją. Najpierw z namiotami wzdłuż rzek i jezior, potem, gdy mogli sobie na to pozwolić, wzdłuż obcych krajów i mórz. A ona na każdym zdjęciu patrzyła na męża pełnymi czułości oczami.

Takich ludzi jak ona porównuje się do nici i igły – gdziekolwiek on idzie, tam idzie i ona.

Tylko w jedno miejsce nie mogła z nim pójść. Tam, gdzie czekała na niego, młoda i buńczuczna, z wyzywającym spojrzeniem spod sztucznych rzęs, kobieta.

Była jego sekretarką od prawie dwóch lat i patrząc na nią, młodą i energiczną, zaczął fantazjować, jak mogłoby wyglądać jego życie u jej boku.

Kiedy pewnego dnia wrócił do mieszkania, jąkając się, mamrotał coś niewyraźnie. Haneczka z początku nic nie rozumiała. Potem spojrzała w jego oczy i w milczeniu spakowała walizkę.

Starannie złożyła ciepłe ubrania obok letnich koszul z tamtych zdjęć, a nawet apteczkę z jego lekami.

„Cóż za nieporadna kobieta – pomyślał. – Tamta druga zrobiłby zamieszanie albo uderzyłaby mnie. A ta? Ta jest nijaka, nie ma w niej żadnej werwy”.

A ona nie była nijaka czy bezbarwna. Mówiła, tylko nie słowami, ale sercem, którego już nie słyszał.

Mężczyzna żył szczęśliwie przez pół roku z młodą i przebojową i nawet to, że jego dzieci i wielu przyjaciół odwróciło się od niego, nie zmartwiło go zbytnio.

Miał nowy dom, nową żonę, nową wymyślną fryzurę. Podobało mu się w jego nowym życiu, w którym nie brakowało emocji, namiętności i Malediwów.

A potem, pół roku później, wszystko się zmieniło.

Na początku nawet nie zdawał sobie sprawy co. Po prostu czuł się podle w sercu i to było to. A potem zmarł jego i Haneczki przyjaciel. Po pogrzebie mężczyzna nie wydawał się sobą. Chciał porozmawiać o swoim przyjacielu z kimś, kto go znał, przypomnieć sobie jego zwyczaje i dziwactwa. Spojrzał na nową żonę i zrozumiał, że nie może jej nic powiedzieć, ona nic nie zrozumie… i wtedy poczuł się samotny.

Potem zamknął się w łazience, zadzwonił do Haneczki po raz pierwszy od rozstania i powiedział jedno: „Przykro mi z powodu śmierci naszego przyjaciela”.

Rozmawiali przez ponad godzinę, oczywiście o zmarłym. Wspominali, jak upił się na ich weselu i zapomniał, gdzie schował skradziony but, jak pożyczył pieniądze na pierwszy biznes, jak sprzedawał dżinsy… Śmiali się gorzko, co jakiś czas milcząc.

Od tego wszystko się zaczęło.

Coraz bardziej czuł się wyobcowany ze swoją młodą partnerką: Mówił do niej o filmach, których nie widziała; o książkach, których nie czytała; patrzył na jej wymyślne ubrania i mówił, że to już nosili w ’75…

Zaczynało go denerwować jej hałaśliwe towarzystwo, zamiłowanie do karaoke i obcasy, które nazywał kopytami.

Co najważniejsze, nie mógł z nią rozmawiać o przeszłości, swoich podróżach, biedzie i tytanicznym wysiłku, jaki podjął, by dojść do sukcesu. A tak bardzo chciał. Ale ta, nowa, nic z tego nie wiedziała. Nie potrafiła docenić tego, co otrzymała. Miała wszystko na gotowe. Nie to, co była żona. Ale jej już nie było.

Coraz częściej zamykał się w łazience i wybierał znajomy numer, by usłyszeć cichy, melodyjny głos. Ani razu ten głos o nic go nie pytał, nie robił mu wyrzutów, nie skarżył się na nic.

I pewnego dnia, nagle, zamiast słów w słuchawce, usłyszał jej serce. A może to było jego serce, nie wiadomo.

Tylko coś trzasnęło boleśnie w jego piersi. Odłożył słuchawkę i popędził do miejsca, którego adres tak dobrze znał. Przyjechał w nocy, pospiesznie zadzwonił do drzwi, a kiedy na progu pojawiła się Haneczka, padł na kolana i owinął ręce wokół jej nóg.

Kobieta w pierwszej chwili oniemiała, a potem delikatnie pogłaskała go po głowie, ledwie dotykając palcami jego włosów.

Ucichła i powiedziała:

– Nie, nie. Niezależnie od tego, jak będziesz dziergać nitkę, to i tak będzie supeł. Idź tam, gdzie powinieneś być teraz.

Spojrzał w górę i zobaczył jej oczy – gładkie i spokojne i nagle uświadomił sobie, że wszystkie burze, przez które przeszedł, mógł przejść tylko dzięki temu światłu szarych oczu.

A teraz musiał to robić już sam. To się nazywa wybór. Takiego dokonał.

Wstał. Wziął ją na chwilę za rękę, potem po cichu zadzwonił po windę, nie oglądał się za siebie, wsiadł i odjechał.

Wychodząc z klatki usłyszał, jak na piętrze wyżej zamykają się drzwi do jego przeszłości, skrzypiąc delikatnie…

Related Posts

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *