Mamy mały domek na wsi pod Krakowem – spuściznę mojej żony. Od wielu lat, wraz z nadejściem wiosny, jeździmy tam i żyjemy przez całe lato, aż do pierwszych przymrozków. Oczywiście można by było spędzić zimę, ale w mieście jest nam jeszcze wygodniej. Lubimy żyć bliżej natury, oddychać świeżym powietrzem. Mamy upragniony spokój i ciszę.
Mamy tam mały ogródek, na którym uprawiamy pomidory, ogórki, truskawki, wiśnie, porzeczki, maliny, cebule, cukinie, zieleninę, marchew, buraki i agrest. Moja żona się tym zajmuje, a ja powoli porządkuję dom i opiekuję się brojlerami, które hodujemy każdego lata.
A w zeszłym roku postanowiłem zbudować altanę, aby mieć miejsce na odpoczynek od upału i miejsce na grilla.
Oczywiście trudno jest zrobić to wszystko samemu. Żona pomaga, ile tylko może, ale musi też zająć się ogrodem i pracami domowymi. Postanowiliśmy poprosić znajomych o pomoc, obdzwoniliśmy prawie wszystkich, ale byli zajęci, chociaż są na emeryturze. Nawet w weekendy nikt nie był wolny na kilka godzin. Było nieprzyjemnie, ale nic nam nie są winni, nie byli zobowiązani do pomocy.
Po skończeniu prac postanowiliśmy uczcić to z naszymi przyjaciółmi. Na sobotni grill zaprosiliśmy bliskich znajomych i krewnych. Przyszło około dwudziestu osób. Odpoczęliśmy wtedy bardzo dobrze, graliśmy piosenki na gitarze, śmialiśmy się i wspominaliśmy.
Podsumowując, cieszyłem się, że udało nam się urządzić w pełni naszą przestrzeń, a nasi bliscy nam towarzyszyli w świętowaniu.
– Jestem bardzo zadowolony, że mogliśmy z żoną Was dziś gościć, ale już pora kończyć!
Cóż, zaczęło się. Prawie przez całe zeszłe lato ktoś nas odwiedzał. Niektórzy przyjeżdżali z wnukami na dwa dni, a zostawali znacznie dłużej. Mogliśmy jednocześnie nocować pięć osób. Niektórzy przyjeżdżali, inni odjeżdżali. Oczywiście coś tam przywieźli, kupili trochę jedzenia, ale wszyscy przyjeżdżali w gości i na wakacje.
Chcieliśmy być sami, byliśmy zmęczeni tymi stałymi odwiedzinami. Żona wstydziła się powiedzieć im wprost, bo byli przyjaciółmi, a nie obcymi. Zwłaszcza, że w takiej sytuacji nawet nie wiadomo, co powiedzieć. Jesteśmy Wami zmęczeni, wracajcie do siebie? Oczywiście nikt tego nie powie.
Wtedy zdecydowałem, że muszę wziąć sprawy w swoje ręce. Pewnego wieczoru, kiedy w salonie było dużo ludzi, opowiedziałem im o planach. Powiedziałem, że chcę zrobić staw i opisałem cały plan pracy, po czym dodałem:
– Ponieważ nasz dom nigdy nie jest pusty, nie muszę szukać pomocników. Zrobimy wszystko razem. Myślę, że zaczniemy w przyszłym tygodniu. Wy planujecie spędzić u nas wakacje, więc jest już nas kilku, a kto przyjedzie, pomoże. Miło będzie odpoczywać o zmierzchu przy wodzie.
Po moim przemówieniu w domu zapanowała cisza. Wszyscy ze sztucznym uśmiechem mówili, że oczywiście przyjadą i pomogą, ale po chwili dom stał się pusty.
Dopiero następnego dnia przyjechał syn najlepszego przyjaciela. Usłyszał o planach i zgłosił się na ochotnika do pomocy, bo pracuje zdalnie. Więc on i ja powoli zbudowaliśmy ten staw.
Teraz milczymy. Przyjaciele z jakiegoś powodu nawet nie przyjeżdżają na święta. A jednak mają sumienie.