Mikołaj i ja poznaliśmy się, kiedy byliśmy studentami. Studiowaliśmy na tej samej uczelni, mieszkaliśmy w akademiku, ale zaprzyjaźniliśmy się dopiero na ostatnim roku.
Kiedy skończyliśmy studia, wzięliśmy ślub. Jednak mając tylko wykształcenie bez doświadczenia, nie udało nam się od razu znaleźć dobrej pracy w zawodzie. Dlatego poszliśmy do pracy poniżej naszych kwalifikacji, tylko po to, by zarobić jakieś pieniądze.
Żyliśmy w biedzie, jak myszy kościelne – wynajmowaliśmy mieszkanie, nie mieliśmy własnego samochodu, wychowywaliśmy dziecko. Ledwo wiązaliśmy koniec z końcem, nigdy nie starczało pieniędzy. Chociaż Mikołaj przysiągł przed kościelnym ołtarzem, że będzie mnie kochał zarówno w bogactwie, jak i w biedzie, problemy zaczęły się właśnie z powodu braku pieniędzy.
Był wciąż oburzony i zirytowany, że nie żyjemy jak wszyscy ludzie. W tamtym czasie nie mogliśmy nic zrobić, aby poprawić naszą sytuację finansową, mimo że oboje pracowaliśmy. Mój mąż pracował w sklepie elektronicznym, ja w sklepie z odzieżą damską, a nasze wykształcenie nie mogło zapewnić nam lepiej płatnej pracy.
Mikołaj prawie nie miał wolnego czasu, brał dodatkowe zmiany, ja też próbowałam gdzieś dorobić, a w wolnym czasie szukałam dodatkowych zarobków w Internecie. Choć w społeczeństwie przyjęło się, że mężczyzna powinien utrzymywać rodzinę, odrzuciłam ten stereotyp i też starałam się przenieść do domu choć trochę dodatkowego grosza.
Jednak zarówno Mikołaj, jak i ja nie pochodzimy z zamożnych rodzin i wpływowych krewnych, więc trudno było się przebić. Nasza praca nie przynosiła znacznych dochodów, a tam, gdzie etaty były opłacane przyzwoicie, nie było już wolnych miejsc pracy.
Musiałam więc ciągle pracować i starać się oszczędzać na własne mieszkanie. Jednak Mikołajowi to nie odpowiadało: dużo pracujesz, nie masz dla mnie czasu; nie pracujesz, nie ma pieniędzy, idź do pracy. Zaczął mówić coraz więcej, że nie zwracam na niego uwagi.
Ale tak naprawdę nie miałam zbyt wiele czasu. Mieliśmy też dziecko, nad którym opieka była tylko moim zadaniem. Po pracy trzeba było odebrać syna z przedszkola, pójść na zakupy, przygotować jedzenie. To męczące, trzeba było też spać, aby jutro wrócić do pracy i powtórzyć wszystko w kółko. Ale nie traciłam nadziei, że to się zmieni i poprawi.
Z taką nadzieją żyliśmy razem przez 8 lat bez większych zmian i wtedy skończyła się cierpliwość Mikołaja. Poinformował mnie, że już napisał pozew o rozwód, bo nie może znieść takiego życia.
Jakoś musiałam sobie bez niego poradzić, ale najbardziej zasmuciło mnie to, że Mikołaj nie chciał widzieć swojego syna. Zasądzone przez sąd alimenty płacił raz na jakiś czas. Nie żądałam od niego pieniędzy, chciałam tylko, by przynajmniej raz przyszedł na spacer z synem! W końcu dorastający chłopiec potrzebuje ojca.
Mój syn i ja przeżywaliśmy ciężkie chwile, ale moi rodzice trochę pomogli. To z ich pomocą udało mi się zebrać wystarczająco dużo pieniędzy, aby otworzyć własny mały sklep z odzieżą i pracować na własny rachunek. Co zaskakujące, moje inwestycje szybko się zwróciły.
Sześć lat później miałam własną sieć sklepów, kupiłam mieszkanie w centrum i jeżdżę samochodem. Chociaż pracy i obowiązków mam więcej, jestem bardzo zadowolona ze swojego życia. Teraz aż trudno uwierzyć, że wcześniej nie starczało pieniędzy nawet na najpotrzebniejsze rzeczy.
Kiedyś przypadkiem spotkałam Mikołaja na ulicy. On też mnie zauważył, podszedł do mnie i opowiedział, jak teraz żyje. Ma teraz zupełnie inne życie. Żył ze mną w biedzie, a ze swoją obecną żoną jest inaczej. Jest trochę starsza od niego, również mężatka, ale owdowiała.
Mieszkają u niej w domu, mają własny samochód, regularnie jeżdżą na wakacje, byli nawet za granicą. Mikołaj zdawał się chwalić mi swoim nowym życiem, chociaż wydawało mi się, że jego zasługa w całej tej pomyślności była znikoma.
Bardzo mnie zaskoczył prosząc o spotkanie z synem. Przez wiele lat nie chciał się z nim widzieć, bez względu na to, jak bardzo go błagałam. Oczywiście, że się zgodziłam. Nie rozmawiałam z nim o tym, co zmieniło się w moim życiu na przestrzeni lat, bo niczego to nie zmieni. Mikołaj i ja pożegnaliśmy się i patrząc na jego oddalającą się sylwetkę nie mogłam uwierzyć, że pieniądze były jego głównym celem w życiu.