W domu Teresa miała dość żywych stworzeń – koty, psy, kanarki. Mieszkał z nią mąż, syn i synowa, a jeśli dodacie do tej listy karaluchy, które żyły w tamtym czasie w każdym domostwie, generalnie można się załamać.
Kot mścił się na kapciach. Skąd wzięło się tyle „zemsty” u tak malutkiego zwierzęcia? Nawet pies spał na czystym łóżku, oburzony, że każą leżeć mu na podłodze. Kanarki ćwiczyły swój śpiew – spały w ciągu dnia, a w nocy ich usta nie zamykały się.
Syn naprawiał motocykl w pokoju. Nie miał gdzie, bo nie mieli garażu. Motocykl brzmiał tak głośno jak myśliwiec, ale nadal nie działał.
Lekarz kazał jej mężowi odpoczywać na świeżym powietrzu, więc w każdy weekend zbierał się z przyjaciółmi i pędził na polowania. Oczywiście wracał do domu z pustymi rękami, choć i tak czuł się jak prawdziwy myśliwy.
A synowa…
Teresa poszła kupić sobie płaszcz przeciwdeszczowy i wróciła do domu z akwarium. Cóż, człowiek nie może żyć bez żywych stworzeń! Chciała kupić więcej ryb, ale powstrzymały ją skandaliczne ceny. A te dwie pływały i milczały – wymarzone zwierzęta. Przynajmniej był ktoś w domu, kto nie czuł potrzeby denerwowania wszystkich wokół.
Przyjaciele zrobili doskonały prezent dla męża Teresy z okazji jego urodzin – wręczyli licencję na polowanie dzika. Oczywiście mąż wybiegł w piątek do lasu, by torturować nieszczęsne zwierzę i obiecał wrócić z dzikiem.
W sobotę Teresa została wezwana do pracy. Wcześniej musiała stać przy kuchni i gotować dzieciom śniadanie – syn i synowa sami nie usmażyliby nawet jajecznicy.
Wróciła późno do domu. Pies pobrudził całą sierść brudnymi łapkami – nawet nie myśleli o umyciu go po spacerze. Teściowa po raz kolejny przypomniała sobie, jak wszyscy powtarzali jej, że to ona jest złą gospodynią domową. Mąż wrócił bez dzika – zły i zdenerwowany. Twierdził, że nikt w tym domu go nie szanuje.
W tym samym czasie syn kontynuował naprawę swojego motocykla, z takim hukiem, że sąsiedzi wybiegli na korytarze. Teresa podeszła do ryb i zobaczyła, że wypłynęły na powierzchnię, były martwe.
– Tereso, karmiłam je jedzeniem, ale zapomniałam, że moje ręce są w śmietanie. Najwyraźniej to im zaszkodziło – szepnęła synowa.
– Jestem już tym wszystkim zmęczona! Nie chcę Cię więcej widzieć! – Teresa krzyknęła i wyszła z domu.
Wędrowała po parku i przyglądała się miejscom, z którymi kojarzyły się dobre wspomnienia. Szpital położniczy, w którym urodził się syn, przedszkole, jego pierwsza praca. Chodziła po mieście, aż nogi zaczęły jej słabnąć. Wróciła do domu i zasnęła na kanapie.
Obudziła się z psem liżącym jej ucho, a obok niego był kot. W pobliżu kanapy czekały na nią nowe ciepłe kapcie.
– Podobają Ci się? Wybrałem najcieplejsze. A motocykl zostawiłem na korytarzu, woźny będzie miał na niego oko – powiedział syn.
– Wybacz, Tereso za tę wczorajszą historię. Myśliwy nie spieszył się nam z pomocą, a przyjaciel rzucił swoją broń pod drzewo i najzwyczajniej w świecie usiadł na ziemi. Przestań się już dąsać. Chodźmy na śniadanie, będzie też dobre ciasto – powiedział mąż.
– Ja też Was przepraszam. Może nie jestem idealna, ale bardzo Was kocham – powiedziała teściowa.
Nagle zadzwonił dzwonek do drzwi. Teresa otworzyła je, a tam była jej synowa z plastikową torbą, w której dyndały ryby.
– Dlaczego je kupiłaś? Są takie drogie!
– To nic, dostałam wypłatę, a wszystko dlatego, że Cię kocham. Możesz mnie nie lubić, ale ja nadal Cię kocham.
Wszyscy razem pili herbatę, jedli ciasto i rozmawiali. Jak za starych dobrych czasów – żadnych przekleństw ani oskarżeń. Pies i kot spały, a kanarki rozpoczęły swój śpiew. Nie w nocy, ale w dzień.