Moja była teściowa, po wielu latach milczenia, zadzwoniła do mnie i zaprosiła mnie na swoje osiemdziesiąte urodziny. Długo się wahałam, czy iść, ponieważ rozstanie z jej synem nie było zbyt przyjemne

Mam 55 lat, jestem rozwódką i mieszkam sama, ponieważ mój jedyny syn od wielu lat mieszka w Kanadzie.

Wyszłam za mąż będąc jeszcze na studiach; mój mąż był ode mnie starszy o sześć lat i nalegał na szybkie wesele, bojąc się, że po ukończeniu studiów wyjadę gdzieś do pracy. Pobraliśmy się, a pod koniec piątego roku studiów urodziłam dziecko. Nasze małżeństwo nie układało się jednak dobrze. W domu mąż okazał się być zupełnie inną osobą. Bardzo niemiłą i despotyczną.

Nie mogłam malować ust, kupować nowych ubrań ani nawet wyjść na spacer bez niego. Natomiast on miał pełną swobodę i nie żałował sobie niczego. Gdy próbowałam z nim spokojnie porozmawiać, od razu stawiał sprawę jasno: jeśli mi coś nie pasuje, możemy się rozwieść. Bałam się go stracić, nie tyle dla siebie, co dla syna; chciałam, aby mój syn dorastał w pełnej rodzinie. Niestety, mąż zostawił nas przy pierwszej okazji. Zrobił awanturę, gdy wyszłam po zakupy w makijażu, zebrał swoje rzeczy i odszedł. Następnego dnia złożył wniosek o rozwód.

Przepraszałam go i błagałam, by wrócił, chociaż sama nie wiedziałam, dlaczego to robiłam, ale on nie chciał mnie słuchać. Okazało się, że dostał propozycję wyjazdu za granicę i postanowił z niej skorzystać. Aby nie musieć przesyłać nam pieniędzy, zerwał z nami wszelkie kontakty przy pomocy rozwodu.

Oczywiście nie płacił alimentów; nawet nie od razu dowiedziałam się, że jest za granicą. Wyegzekwowanie pieniędzy było wtedy niemożliwe. Musiałam sama wychować syna.

Rodzice mojego męża wstydzili się za zachowanie swojego syna. Czasami zabierali wnuka do siebie, ponieważ bardzo go kochali. Z czasem wnuk zaczął dorastać, a kontakt zaczął zanikać.

Wszystko udało mi się przezwyciężyć. Mój syn dorósł, wykształcił się, ożenił się i teraz mieszka i pracuje w Kanadzie. Jeszcze nie zdecydował, czy tam zostanie, czy wróci do Polski.

Po telefonie od teściowej zadzwoniłam do syna z prośbą o radę; co mam robić – czy iść na urodziny babci czy nie. Syn poradził, żeby iść i nawet przesłał 200 dolarów na prezent dla niej.

Poszłam i nie spodziewałam się tego, co mnie tam czekało.

Gości było niewielu, tylko najbliższa rodzina i przyjaciele, wśród których był również mój były mąż. Nie poznałam go od razu, bo nie widziałam go od wielu, wielu lat. Okazało się, że niedawno wrócił do kraju. Przyjechał z pustymi rękami, licząc na mieszkanie rodziców.

Jednak teściowa zaskoczyła nas wszystkich – ogłosiła przed wszystkimi gośćmi, że zapisała w testamencie mieszkanie na własność swojemu jedynemu wnukowi, czyli mojemu synowi.

Nie wiem, dlaczego tak postanowiła, ale to była jej świadome decyzję. Wszystkie formalności już załatwiła.

Mój były mąż był bardzo niezadowolony z decyzji swojej matki. Liczył, że to on zostanie właścicielem mieszkania, ponieważ wszystkie swoje pieniądze przetrwonił i teraz nie miał gdzie mieszkać.

Uroczystość została zepsuta, ponieważ zaczął mnie oskarżać, że to moja sprawka, choć dla mnie była to równie wielka niespodzianka jak dla niego. Obraził się na matkę i zapowiedział, że tak tego nie zostawi.

Jestem pewna, że będzie próbował przekonać naszego syna, by zrezygnował z dziedziczenia na jego korzyść. Znając dobry charakter syna, może się na to zgodzić.

Nie wiem teraz, co robić.

Related Posts

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *