Działka kupiona, zostało tylko zbudować dom. Ten etap również pokonaliśmy szybko i bez większych trudności. Jesienią ubiegłego roku skończyliśmy budowę i zaczęliśmy myśleć o zagospodarowaniu terenu. Spodobał nam się pomysł posadzenia sadu jabłoniowego i kilku krzewów jagodowych za domem, a nasadzenia ozdobne chcieliśmy zrobić tylko od frontu.
Nasi rodzice zawsze chcieli mieszkać w domu jednorodzinnym. I chyba byli jeszcze bardziej szczęśliwi z tego domu niż my. Obserwowali cały proces budowy, który ich niezmiernie interesował i sprawiał przyjemność.
Wreszcie, gdy wszystko było gotowe, zaprosiliśmy naszych rodziców na parapetówkę. Byli zachwyceni, nawet nie wiem, kiedy ostatnio widzieliśmy ich tak szczęśliwych. Moja mama i teściowa poprosiły o pozwolenie na częstsze wizyty, gdy nastanie wiosna. Zgodziliśmy się, chociaż później trochę tego żałowałam.
Jeszcze zanim weszły do domu, zdecydowały, gdzie będą grządki i co dokładnie na nich posadzą.
Co? Grządki? Na poważnie? W naszych planach nie było żadnych grządek. Myśleliśmy tylko o sadzie jabłoniowym, a nie o warzywach i zieleninie. Nie to mieliśmy na myśli, marząc o domu z ogrodem. Planowaliśmy co najwyżej zbierać owoce z drzew. Nic więcej. Naszym marzeniem nie było zapełnianie spiżarni warzywami na zimę, ale odpoczynek.
No i w tym tkwi problem. Wiosna w pełni, czas siewów. Zaraz każda z nich zacznie ustalać swoje zasady w naszym domu, a tego chcielibyśmy uniknąć.
Jak teraz delikatnie wyjaśnić rodzicom, że jesteśmy przeciwni grządkom i już nie chcemy, aby spędzali u nas każdy weekend i zajmowali się aranżacją naszego ogrodu. Nie chcemy, żeby się obrazili. Zależy nam na tym, żeby spędzać weekendy w gronie rodziny w naszym ogrodzie, ale nie chcemy aż takiej ingerencji w nasze plany. Nie wiem, jak to powiedzieć teściowej i mamie.