— Mieliście dość rozumu, żeby mieć dziecko, teraz sami je wychowujcie, na mnie już nie liczcie. — powiedziałam córce, gdy po raz kolejny próbowała zrzucić na mnie winę za swój los

W wieku trzydziestu pięciu lat zostałam babcią.

Nie dopilnowałam, nie wychowałam, nie dałam dobrego przykładu, mówili mi przyjaciele i rodzina.

Z jednej strony, ich rozumiem. Alicja, moja córka, ma zaledwie siedemnaście lat, jej chłopak, Rafał tyle samo.

Oni sami jeszcze muszą dorosnąć, uczyć się i poznać życie. A tymczasem tych dwoje stało się rodzicami. Nie jest straszne to, że młodzi ludzie mają dziecko, ale to, że nie mając stałej pracy ani własnego kąta, nie doceniają pomocy, którą im się oferuje.

Młodzi rodzice mieszkają z niemowlęciem raz u mnie, raz u rodziców Rafała. Finansowa całkowicie są zależni od nas, rodziców. Czasami Rafałowi uda się dorwać jakąś dorywczą pracę, ale to nic stałego i stabilnego. Na pieluszki zarobi, na nic więcej.

W tym czasie moja córka ma takie wymagania, jakby urodziła się w rodzinie bogaczy.

Na przykład, wózek i łóżeczko.

Zaproponowałam im kupno dobrego, używanego modelu. Nie widzę w tym nic złego. Dziecko szybko rośnie, za pół roku, będzie potrzebować innego wózka. Po co wydawać kupę pieniędzy, na coś, co posłuży tylko przez chwilę.

Ale Alicja stanęła okoniem. — Moje dziecko nie będzie spało jak bezdomne w cudzych rzeczach. – wyraziła swoje zdanie, chociaż wózek jest w doskonałym stanie i znanej włoskiej marki. Nawet nie widać, że był używany! Ale NIE! Oni chcą wszystko co najlepsze. Pieluszki — tylko najdroższe. Pajacyki i śpioszki — tylko z metkami i tylko znanych marek.

— Skoro stać was, kupcie sami, jaki tylko chcecie. – powiedziałam. Nic nie odpowiedzieli.

Następnego dnia postawiłam na swoim. Za swoje pieniądze kupiłam i wózek, i łóżeczko, i na dodatek przyniosłam torbę dziecięcych ubranek od koleżanki, której córka urodziła w zeszłym roku.

Córka tylko parsknęła i zmarszczyła nos. – Jak widać postanowiłaś oszczędzać na nas. U teściowej dochody znacznie mniejsze, a ona dla wnuka gotowa się poświęcić. A ty każdą złotówkę liczysz. Celowo chcesz, by nasze dziecko miało wszystko najgorsze — powiedziała Alicja wyraźnie oburzona.

Milczałam. Doszłam do wniosku, że nie będę się wdawać w kłótnie. W końcu to rodzina, to jeszcze dzieci, nie znają życia.

Ale kiedy Alicja oznajmiła, że ​​kończy z karmieniem piersią i zacznie podawać dziecku wyłącznie mleko modyfikowane (oczywiście najdroższe), oburzyłam się.

Zapytałam z jakiego powodu zamierza to zrobić. Zrozumiałabym, gdyby były problemy z pokarmem, bóle czy coś innego, ale córka radziła sobie doskonale. Po prostu karmienie piersią było dla niej po prostu zbyt męczące! A poza tym nudziło ją siedzenie w domu. Chciała wyjść, zabawić się, wypić drinka.

Po takich słowach nie mogłam milczeć. Powiedziałam, że nie dostanie ode mnie ani grosza, jeśli przestanie karmić piersią. Córka histeryzowała przez kilka godzin, potem ucichła. Idąc do kuchni zerknęłam do jej pokoju. Nadal karmił piersią.

Młodzi rodzice bardzo mało czasu poświęcają swojemu dziecku. Mogę śmiało stwierdzić, że mały rośnie porzucony i pozbawiony miłości rodzicielskiej. Nie noszą go, by go nie rozpieścić, bo później będzie chciał ciągle być na rękach. Nie wychodzą z min na dwór, tylko wystawiają wózek na balkon, mówiąc, że „maluch spaceruje”, a sami zasiadają przy komputerze i zapominają o nim na kilka godzin. Ich opieka nad dzieckiem sprowadza się do podstawowych czynności; przewinąć, nakarmić, wykapać, położyć spać.

Ostatnio córka zaczęła mi wytykać, że zbyt mało czasu poświęcam wnukowi i nie pomagam im z maluszkiem.

— To twoja wina, że ja w wieku siedemnastu lat jestem uwiązana w domu z dzieckiem na rękach. — zarzuciła mi Alena.

─ Ja??? – zapytałam z niedowierzaniem. — Ja jestem winna, że moja córka nie miała dość rozsądku, żeby się zabezpieczać? —wściekłam się. – Od małego mówiłam ci, że najpierw trzeba myśleć o nauce. Najpierw zdobądź wykształcenie, potem myśl o chłopakach.

─ Ty też mnie urodziłaś, jak byłaś młoda. – ruszyła z kontratakiem córka.

— Ja chociaż byłam pełnoletnia. — zripostowałam. – I zawsze opowiadałam ci, jak ciężko mi było. Zapomniałaś, że żyliśmy z twoim ojcem w akademiku, bez rodziców, bez nikogo. Nikt nam nie pomagał, nikt nie biegał po mleko modyfikowane, nikt nie kupował łóżeczek ani wózków, nawet używanych. Po nocnych karmieniach biegłam na zajęcia, a nie spałam do południa, jak ty — odpowiedziałam córce.— Wy oboje tylko siedzicie w telefonach i laptopach, a dziecko zostawione same sobie. Tylko czekacie, żeby ktoś się nim zajął. – moja irytacja rosła z minuty na minutę. — Na co, — pytam córkę, —liczyłaś, kiedy szłaś do łóżka z chłopakiem? Że wszyscy wokół będą was nosić na rękach? Czas dorosnąć, jesteś już matką, a nadal zachowujesz się jak nastolatka.

Córka się obraziła. Krzyczała, że w moim domu już nogi nie postawi. W ciągu paru chwil się spakowali i uciekli do matki Rafała.

Tam oczywiście opowiedzieli wzruszającą historię o tym, jak ja, zła wiedźma, wyrzuciłam biednych młodych ludzi na ulicę z niemowlęciem na rękach.

Rodzice Rafała przyjęli ich z otwartymi ramionami i zaczęli mi zasypywać mnie telefonami, jak ja tak mogłam, i co za okropnym człowiekiem jestem.

— Skoro jestem taka zła, sami zajmijcie się wychowaniem młodych rodziców i ich potomka. Nosicie ich na rękach, rozpieszczajcie czym się da, oddajcie im ostatni grosz. A ja z daleka popatrzę, co z waszego wychowania wyniknie.

Wiele osób dzieli się z nami swoimi historiami, aby dowiedzieć się, co inni o tym myślą. Jeśli masz swoją opinię lub sugestię dotyczącą tej historii, proszę napisz ją w komentarzach na Facebooku.  

Related Posts

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *