Pewnego razu przyjechała do mnie mama, żeby trochę z nami pobyć. Jest typem kobiety, która zawsze musi mieć coś do roboty i lubi wszystko wywrócić do góry nogami. Uwierzcie mi, w moim domu zawsze znajdzie milion rzeczy do zrobienia.
Mama przyjechała o 19, była zmęczona podróżą, więc tylko się przywitała i położyła się spać. Obudziła się o 23 i od razu zaczęła mi zarzucać różne rzeczy.
– A gdzie to się podziewa zięć o jedenastej? – pyta.
Odpowiadam jej, że ma nocną zmianę i zostanie w pracy na noc, na co ona mi:
– Nie, córeczko, to nie chodzi o pracę, problem leży gdzie indziej… Aha, znalazłam! – krzyczy mama już z kuchni.
Idę tam, a mama stoi przy kuchence:
-Ten rosół chyba starszy ode mnie. Oczywiście, z takim jedzeniem do domu wracać się nie chce. Mężczyźni lubią dobrze zjeść, to pierwsze kryterium przy wyborze kobiety, a ty go tym karmisz. Dobrze przynajmniej, że nie jak w tym żarcie: „Co pies nie zje, to tacie damy”. No dawaj, przynieś mi groch i ziemniaki, będziemy gotować grochową. Nikt jeszcze nie odmówił mojej grochówce.
Stoję i się śmieję, a mama patrzy na mnie tak badawczo, jakbym rentgen przechodziła.
– A ty co tak wyglądasz? Koszulka o osiem rozmiarów za duża… a spodnie… co powiesz? Styl boho? Wyglądasz bardziej jak bezdomny albo szaman na haju. A włosy… to nie włosy, a gniazdo na głowie. Wujek Paweł mówi, że po jedzeniu na drugim miejscu jest prokreacja. A z tobą, taką „boho”, tylko niewidomy chciałby iść do łóżka. A potem mówisz, że mąż ma zmianę…
Znam swoją matkę i już dawno nie obrażam się na jej słowa. I tutaj po prostu stałam i chichotałam na to, z jakim wyrazem twarzy i gestykulacją to wszystko mówiła.
– Nawiasem mówiąc, chociaż spałam, to jednak zauważyłam, że Bartuś, przyszedł do domu bardzo późno. Gdzie ten nierozważny młodzieniec się włóczył?
– Był w klubie z przyjaciółmi.
– Jezus Maria. Czy ty wiesz, co się dzieje w tych klubach? Tyle tam różnych rzeczy… oj… Nie daj Chryste Panie… Nawet nie chcę o tym mówić.
Następnego dnia rano poszłam do sklepu, a kiedy wróciłam, mama siedziała ze skrzyżowanymi rękami na piersi. Zrozumiałam, że coś jest nie tak.
-Nie do wiary, co się dzisiaj wydarzyło! Spotkałam twoją sąsiadkę na klatce schodowej i naprawdę nie mogłam przejść obok tego obojętnie. Zapytałam ją prosto z mostu, dlaczego tak mało dba o czystość w przestrzeni wspólnej. Przecież ty, moja droga, organizujesz te sobotnie sprzątania co tydzień, wkładasz w to mnóstwo serca i pracy, a tutaj taka niewdzięczność! I wyobraź sobie, zamiast przyznać się do błędu, zaczęła mi narzekać, że przesadzam. Ale ja jej szybko pokazałam, gdzie jej miejsce i jak powinna się zachowywać. Może wreszcie zrozumie, że porządek musi być dla wszystkich ważny.
I tak mama pokłóciła się i z sąsiadką.
Zanim moja mama opuściła nasz dom, stanęła dumnie i z triumfem w głosie oznajmiła: „Wnuka reedukowałam, córce wpoiłam trochę rozsądku, zięcia sprowadziłam do domu, sąsiadów nauczyłam szacunku do porządku. Zastanawiam się, jak byście sobie bez mnie poradzili?”
Taka właśnie jest moja mama. Pomimo jej nieustannych zrzędzeń i uwag, wszyscy ją kochamy. Jej charakterystyczna mieszanka troski i bezpośredniości sprawia, że jest niezastąpioną postacią w naszym życiu.
