Wanda zaproponowała mi wspólne zamieszkanie, ale odmówiłem. Nie mogłem nawet się spodziewać, co za kilka dni dostanę od losu.

Kilka dni temu odmówiłem jednej kobiecie prośby o wspólne zamieszkanie. Miałem kilka powodów. Nazywa się Weronika. Opiekowała się mną przez ostatnie 3 miesiące. W pierwszych dniach naszej znajomości od razu oznajmiła, że chce założyć ze mną rodzinę i mieć dzieci. Ale było jedno „ale”.

– Zanim to zrobimy – mówi – Musimy najpierw mieszkać razem, lepiej się poznać. Od razu zrozumiałem, o czym mówi w kontekście naszego codziennego życia i postanowiłem jednoznacznie wyrazić swoje stanowisko.

– Jestem przeciwny temu, abyśmy mieszkali razem.

– A wiesz, że „wspólne mieszkanie” i „wspólne życie” to dwie różne rzeczy.

– Przepraszam, ale nie mogę zamieszkać u kobiety, dokładać do jej mieszkania i ciągle ątpić, czy oby na pewno będzie mnie chciała.

– Ależ chcę Cię. Co więcej, możesz jutro rzucić pracę. Ja będę za wszystko płacić

– A jaka jest różnica? Okazuje się, że to jak zwykłe małżeństwo. N

a tym rozmowa się zakończyła.

Szczerze mówiąc, zacząłem jeszcze bardziej wierzyć, że nam się uda. Co więcej, moje przekonanie zostało wzmocnione przez jej pytania, które pojawiły się w ciągu ostatnich kilku dni. Kilka dni później oświadczyłem się jej i mieliśmy ustaloną datę ślubu.

Cieszę się, że od razu odrzuciłem pomysł wspólnego zamieszkania.

Related Posts

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *