Minęło już wiele lat od tamtej pory, ale chcę podzielić się „nauczką” mojej mamy, aby nikt nie odważył się postępować tak wobec swoich dzieci, synowych i zięciów.
Nas było troje. Ja, Barbara, najstarsza córka –, po dwóch latach przyszła na świat Katarzyna, a jeszcze dwa lata później urodził się Michał. Rodzice tak bardzo pragnęli syna, że o naszym istnieniu całkowicie zapomnieli. Całą swoją miłość przelewali na niego, tłumacząc się tym, że jest najmłodszy. My z siostrą zaakceptowałyśmy to, co innego mogłyśmy robić.
Czas mijał, wszyscy dorastaliśmy, a mama coraz bardziej oddawała się miłości do syna. A wtedy wydarzyło się coś najgorszego – Michał poznał tę jedną jedyną dziewczynę i po jakimś czasie postanowił się ożenić. To było największym wstrząsem dla mamy. Jej ukochany syneczek miał należeć nie do niej, a do zupełnie obcej osoby – synowej.
W tym czasie my z siostrą miałyśmy już własne rodziny, swoje problemy i radości. Mieszkaliśmy wszyscy w tej samej małej miejscowości, więc to, co działo się w rodzinie brata, było widoczne nie tylko dla nas, ale i dla całej okolicy.
Tak się złożyło, że mama mieszkała „przez płot” od syna i jego żony. Nie było dnia, aby mama ich nie odwiedziła i nie skrytykowała synowej. Wszystko było dla niej nie tak, chociaż Małgorzata była dobrą osobą, gospodynią i mamą.
Często mówiłam mamie: „Skoro jej nie lubisz, nie chodź tam, nie zwracaj uwagi. Dobrze im razem, to po co się wtrącać”. Ona odpowiadała: „Zobaczymy, jak będzie u ciebie, gdy synowie się ożenią”.
Chciałabym napisać, że w rodzinie brata wszystko było cudownie, ale nie.
Mama nie dawała im żyć. W końcu się rozstali. Synowa zabrała dzieci do swojej mamy. A nasz brat… Sami rozumiecie, jakie to życie bez kobiety. Zaniedbany, zaczął sięgać po kieliszek, nawet mama, która go tak kochała, oddaliła się od niego. Nie był potrzebny nikomu! Za wszystko winił matkę. Pewnego dnia wyprowadził się i słuch po nim zaginął. Nawet nie wiemy, czy żyje.
Dożyłam czasów, kiedy moi synowie się ożenili. Mieszkają oddzielnie od nas. Dzwonię do dzieci i wnuków. Jestem z nich dumna i z niecierpliwością czekam na ich wizyty.
Te słowa, które mama mi mówiła: „Zobaczymy, jak będzie u ciebie”, zapamiętałam na całe życie.
Nigdy nie będzie tak u mnie, bo szanuję wybór moich dzieci. Moje synowe są dla mnie jak własne córki, ponieważ widzę, jak szczęśliwi i spełnieni są u ich boku moi synowie. Ważne, aby rodzice i teściowe zrozumieli, że to nie ich rodzina, a rodzina ich dorosłego dziecka. Ich wybór, ich życie. Nie wtrącajcie się!
Czyż nie można znaleźć sobie innego zajęcia, gdy nie jesteś już potrzebny w życiu swoich dzieci? Po co za nimi biegać, narzucać się? Czy to coś zmieni? Efektem będą jedynie frustracja, złość, a nawet odwrót.
Wmieszanie się nie przynosi nic dobrego, jedynie niepotrzebne spięcia i problemy. Należy znaleźć sobie inne zainteresowania i pozostawić dorosłym dzieciom przestrzeń dla ich własnego życia.
Bądźcie mądrzy!
