Barbara dorastała w czasach PRL-u, w bloku z wielkiej płyty, gdzie panowała zasada wspólnoty. Wydaje się, że to właśnie z tych czasów wzięła się jej przekonanie, że wszystko powinno być wspólne, jak w dawnych spółdzielniach mieszkaniowych. Te czasy są już za nami, ale mama zdaje się pamiętać je z nostalgią.
Ja i mój mąż jesteśmy razem już od 8 lat. Zanim postanowiliśmy się pobrać, oboje odłożyliśmy trochę pieniędzy, marząc o własnym kącie, bez obciążenia kredytem. Sprzedaliśmy więc stary samochód i pozbyliśmy się zbędnych rzeczy z piwnicy rodziców. Ale nawet po dodaniu naszych oszczędności, kwota wciąż była niewystarczająca. Gdy rodzice Tomka dowiedzieli się o naszym marzeniu, podarowali nam 150 tysięcy złotych, a moja mama dorzuciła 80 tysięcy od siebie.
Radość z zakupu własnego mieszkania była ogromna. Tylko że teraz moja mama uważa to mieszkanie za swoje. Przychodzi bez zapowiedzi, a co więcej, zaprasza gości bez naszej zgody.
Pierwszy raz pojawiła się u nas o jedenastej wieczorem. Nikogo się nie spodziewaliśmy, więc byliśmy zaskoczeni. Tomek był przekonani ze to młodzi mieszkańcy naszego bloku robią sobie żarty. Jego zdziwienie było ogromne, gdy zamiast oczekiwanych młodzieńców na progu zobaczył teściową z torbami pełnymi przysmaków.
– Witajcie, kochani! Tęskniliście? Przywiozłam wam trochę smakołyków – beztrosko zaczęła mama.
– Mamusiu, dlaczego nie zadzwoniłaś? Przygotowalibyśmy się na twoje przybycie – ziewając, powiedziałam.
– A po co? Nie chciałam was niepokoić – odpowiedziała mama.
– Ale jest już późno. Jutro musimy iść do pracy – przypomniałam mamie.
– No i co z tego? Nie wypijesz z mamą herbaty? – naiwnie zapytała.
Ostatecznie, piliśmy herbatę i rozmawialiśmy do trzeciej nad ranem. Potem mama poszła spać i spałą do południa, a ja o 7 w półśnie poszłam do pracy. Gościliśmy mamę jeszcze przez kilka dni, a przed wyjazdem, jak gdyby nigdy nic, mama poprosiła o duplikat kluczy do mieszkania.
– Mamo, po co ci te klucze? – zapytałam niepewnie.
– Jak to po co? Przecież też się dołożyłam do tego mieszkania. A jak następnym razem przyjadę w ciągu dnia i was nie będzie? Mam czekać na progu? – naiwnie odpowiedziała, jakby to było coś oczywistego.
– Wiesz, zamki się zacinają. Prawdopodobnie będziemy je wymieniać, więc klucz i tak ci się nie przyda. Lepiej zadzwoń, zanim wpadniesz – wykręciłam się.
– Jakieś dziwne myślenie masz, córeczko. Dlaczego miałabym dzwonić? Przecież jesteśmy rodziną i mam udział w tym mieszkaniu. Przynajmniej jedno pomieszczenie jest moje. – zdziwiła się mama.
– Bo tak robi się w cywilizowanym społeczeństwie, – odpowiedziałam.
Mimo to, następnym razem mama uprzedziła nas o swojej wizycie. Ale zapomniała wspomnieć o jednym małym „szczególe”. Przyjechała nie sama, ale z trzema swoimi koleżankami z liceum i zorganizowały u nas na kuchni spotkanie absolwentów.
Kilka razy prosiłam lekko podpite panie, aby były ciszej, bo rano musimy wstać do pracy, ale bezskuteczne. Wspominały szalone młode lata i śpiewały piosenki prawie do rana. Następnego dnia my z Tomkiem byliśmy wykończeni, a wesołe „absolwentki” spały na rozłożonych materacach na podłodze kuchni.
Szczerze mówiąc, do tej pory podziwiam cierpliwości mojego męża. Myślałam, że wyprosi teściową już przy jej pierwszej wizycie. Ale okazało się, że mąż bardzo lubi moją mamę, a jeszcze bardziej jej barszcz i pierogi. Za te dwa dania był gotów znieść kilka bezsennych nocy.
Ale mnie obecność drugiej „gospodyni” w domu już poważnie irytuje. Mama uważa, że ma prawo zmieniać zasłony w mojej sypialni, kupować brzydkie lampy czy przekładać rzeczy w mojej szafie. Po jej wizytach przez tydzień przywracam mieszkanie do pierwotnego stanu. Gdy kolejny raz wspomniałam, że mieszkanie to nasza własność, mama oświadczyła:
– Wydaje się, że zapomniałaś, kto pomógł wam to mieszkanie kupić. Więc robię w nim, co chcę i będę to robić dalej. To mieszkanie częściowo należy także do mnie!
– Wiesz co, mamo, rodzice Tomka też nam dali pieniądze, ale nie ingerują w nasze życie tak jak ty. Masz tu 50 tysięcy złotych, resztę oddam ci w ciągu kilku miesięcy. Może teraz przestaniesz rządzić się w naszym domu – wybuchnęłam z irytacją.
Po tej rozmowie mama przez trzy miesiące się u nas nie pojawiała. Teraz uważa mnie za niewdzięczną i niewychowaną. Z pewnością skarży się na mnie wszystkim znajomym i krewnym. Ale nie przejmuję się tym. To nie ja zachowałam się niewłaściwie.
Może teraz, w tej przerwie, mama zastanowi się nad swoim postępowaniem i zrozumie swój błąd. Wierzę, że z upływem czasu, mama zrozumie mój punkt widzenia i wspólnie odnajdziemy sposób na utrzymanie dobrych, rodzinnych relacji.
